Jakie są faktyczne koszty samochodu elektrycznego? Czy jazda nim opłaca się bardziej niż autem spalinowym?
Dodaj autobaza.pl do źródeł Google
Natalia S.
Jestem pasjonatką motoryzacji z wieloletnim doświadczeniem, które obejmuje techniczne aspekty pojazdów, regulacje prawne, a także ekologiczne trendy i elektryfikację w branży motoryzacyjnej. W Autobaza.pl odpowiadam za tworzenie rzetelnych i merytorycznych artykułów, które mają na celu edukowanie kierowców oraz dostarczanie im wartościowych informacji. Współpracuję z zespołem redakcyjnym przy planowaniu i wdrażaniu strategii treści, które przyciągają uwagę czytelników oraz zaspokajają ich potrzeby informacyjne. Tworzę treści, które są przystępne, ale jednocześnie zawierają szczegółową wiedzę, pozwalając lepiej zrozumieć złożone zagadnienia motoryzacyjne. Prywatnie jestem właścicielką motocykla i miłośniczką jednośladów. Uwielbiam spędzać czas na rowerze, odkrywając malownicze tereny Polski, co pozwala mi łączyć pasję do motoryzacji z zamiłowaniem do natury.
Wiele osób uważa, że samochody elektryczne są drogie w zakupie, trudne do ładowania i bardziej nadają się do miasta niż na trasę. Ale kiedy zaczniemy liczyć – nie tylko cenę zakupu, ale też to, ile kosztuje jazda samochodem elektrycznym, jego serwis, ładowanie czy ubezpieczenie – obraz zaczyna się zmieniać. W tym artykule przyjrzymy się, jak naprawdę wyglądają koszty utrzymania samochodu elektrycznego i co trzeba wiedzieć, zanim podejmiesz decyzję o zakupie.
Koszty utrzymania samochodu elektrycznego kontra pojazd spalinowy
Kiedy analizujemy** koszty samochodu elektrycznego**, w pierwszej kolejności analizujemy cenę zakupu auta, a następnie koszty jego eksploatacji, a zwłaszcza te dotyczące ładowania samochodu. Dane z symulatora kosztów, jaki udostępnia Volkswagen na tej stronie: https://www.volkswagen.pl/pl/samochody-elektryczne-i-hybrydowe/narzedzia-e-mobilty/symulator-indywidualnych-kosztow.html wskazują, że koszt jazdy samochodem elektrycznym może być znacząco niższy w porównaniu do samochodów spalinowych. Ale co w ogóle wziąć pod uwagę? O jakich kosztach mowa? Przeanalizujmy je krok po kroku.
1. Zakup – czyli od czego w ogóle zaczynamy?
Jedno jest pewne: samochody elektryczne wciąż są droższe niż ich odpowiedniki z silnikiem spalinowym. Różnice pomiędzy podobnymi modelami w tym samym segmencie potrafią sięgać kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych. Ale… warto spojrzeć na to szerzej.
Kwotę, którą płacisz więcej na początku, możesz z czasem odrobić dzięki niższym kosztom eksploatacji samochodu elektrycznego. Mowa o ładowaniu, serwisie, częściach zamiennych, a nawet ubezpieczeniu.
2. Ładowanie – ile to naprawdę kosztuje?
Tu zaczynają się konkretne oszczędności. Zamiast tankować benzynę po 7 zł za litr, kierowca może naładować samochód elektryczny we własnym garażu – płacąc stawkę jak za prąd domowy, np. 0,90 zł za 1 kWh. Dla przykładu: średnie zużycie energii przez auto elektryczne to ok. 17-20 kWh na 100 km. Oznacza to, że koszt przejechania 100 km może wynieść zaledwie 17-18 zł. To 2-3 razy mniej niż w przypadku samochodów spalinowych.
A co z osobami, które nie mają garażu ani domowej ładowarki? Wtedy dochodzi ładowanie pojazdu na stacjach publicznych. Ceny są tu wyższe – zwłaszcza na stacjach szybkiego ładowania, gdzie płaci się np. 2-3 zł za 1 kWh. W takim przypadku koszt przejechania 100 km może wzrosnąć do 40-50 zł, ale nadal często jest niższy niż przy tankowaniu paliwa.
Rodzaj ładowarki, czas ładowania, dostępność stacji, różne ceny u różnych operatorów – to może brzmieć zniechęcająco. Na szczęście producenci elektryków i aplikacje mobilne znacznie to upraszczają. Większość aut elektrycznych ma dziś systemy, które same pokazują, gdzie się ładować, ile to potrwa i ile będzie kosztować. Dla kierowcy całość sprowadza się do kilku kliknięć – mniej więcej tyle, co przy płaceniu kartą w sklepie.
3. Serwis i utrzymanie – tu elektryk ma dużą przewagę
Jedna z największych zalet aut z napędem elektrycznym? Mają mniej ruchomych części, a to oznacza mniej rzeczy, które mogą się zepsuć. Nie ma filtrów oleju, rozrządu, świec zapłonowych ani płynów eksploatacyjnych takich jak olej silnikowy. Nie trzeba regularnie wymieniać wielu elementów, które w autach spalinowych są po prostu standardem.
W praktyce oznacza to niższe koszty utrzymania samochodu elektrycznego. Przeglądy są tańsze, bo ograniczają się do sprawdzenia baterii, hamulców (które zużywają się wolniej dzięki rekuperacji), zawieszenia i oprogramowania. Rzadziej wymienia się też płyn hamulcowy, bo samochody elektryczne zużywają hamulce bardziej oszczędnie.
4. Ubezpieczenie – nie zawsze tańsze, ale…
W przypadku OC różnice między elektrykiem a spalinówką nie są duże. Z kolei ubezpieczenie AutoCasco może być minimalnie droższe, ze względu na wyższą wartość pojazdu lub koszt baterii. Mimo to, część ubezpieczycieli oferuje specjalne zniżki dla posiadaczy aut elektrycznych – warto o to zapytać przed podpisaniem umowy.
A co z zasięgiem?
To jeden z najczęściej podnoszonych argumentów przeciwko elektrykom. Faktycznie, zasięg samochodu elektrycznego może być mniejszy niż diesla czy benzyny. Ale czy to faktycznie problem?
Dla kogoś, kto codziennie dojeżdża do pracy, robi zakupy i zawozi dzieci do szkoły, 250-400 km zasięgu spokojnie wystarcza na kilka dni jazdy bez ładowania. A jeśli pokonujesz długie trasy, wystarczy trochę je zaplanować. W Polsce liczba stacji ładowania stale rośnie, a nawigacje w autach elektrycznych potrafią już wskazać, gdzie najlepiej się zatrzymać na „tankowanie prądu”.
Warto też wiedzieć, że jego sprawność (czyli efektywność baterii) z czasem nie spada tak szybko, jak obawia się wiele osób. Przy normalnym użytkowaniu bateria potrafi wytrzymać 10 lat i dłużej.
Czy to się opłaca?
Podsumujmy. Koszty samochodu elektrycznego są zróżnicowane – z jednej strony wyższa cena zakupu, z drugiej znacznie niższe koszty eksploatacji i ładowania. Dla wielu osób to właśnie codzienne użytkowanie pokazuje, że elektryk może się zwyczajnie bardziej opłacać:
Koszt przejechania 1 km: od 0,15 do 0,50 zł, w zależności od sposobu ładowania;
Brak konieczności wymiany oleju, rozrządu, świec zapłonowych;
Tańsze przeglądy i mniej awarii;
Komfort cichej, dynamicznej jazdy;
Zwolnienie z opłat za parkowanie w wielu miastach;
Możliwość jazdy buspasami;
A często też… satysfakcja z bycia bardziej eko.
Na zakończenie
Czy warto kupić samochód elektryczny? Jeśli na co dzień pokonujesz 30-100 km, masz dostęp do ładowania – nawet tylko na stacjach publicznych – i zależy Ci na niższych kosztach codziennej jazdy, odpowiedź jest prosta: tak, to się opłaca.
Nie chodzi tylko o ekologię czy modę na elektromobilność. Chodzi o konkretne liczby: niższe koszty ładowania, mniej wizyt w serwisie, brak wymiany oleju czy filtrów, cichszą i bardziej dynamiczną jazdę. Dla wielu kierowców to realna oszczędność – nawet kilkaset złotych miesięcznie.
Oczywiście, utrzymanie samochodu elektrycznego wymaga trochę innego podejścia – trzeba planować trasy z myślą o zasięgu i ładowarkach. Ale już po kilku dniach za kółkiem ten sposób jazdy staje się naturalny.
Samochody elektryczne nie są dla każdego, ale z roku na rok dla coraz większej liczby osób – naprawdę mają sens. I wszystko wskazuje na to, że już wkrótce to właśnie one staną się standardem, a nie alternatywą.
Materiał partnera
Jestem pasjonatką motoryzacji z wieloletnim doświadczeniem, które obejmuje techniczne aspekty pojazdów, regulacje prawne, a także ekologiczne trendy i elektryfikację w branży motoryzacyjnej. W Autobaza.pl odpowiadam za tworzenie rzetelnych i merytorycznych artykułów, które mają na celu edukowanie kierowców oraz dostarczanie im wartościowych informacji. Współpracuję z zespołem redakcyjnym przy planowaniu i wdrażaniu strategii treści, które przyciągają uwagę czytelników oraz zaspokajają ich potrzeby informacyjne. Tworzę treści, które są przystępne, ale jednocześnie zawierają szczegółową wiedzę, pozwalając lepiej zrozumieć złożone zagadnienia motoryzacyjne. Prywatnie jestem właścicielką motocykla i miłośniczką jednośladów. Uwielbiam spędzać czas na rowerze, odkrywając malownicze tereny Polski, co pozwala mi łączyć pasję do motoryzacji z zamiłowaniem do natury.